niedziela, 3 listopada 2013

Pierwsze spotkanie Trójmiejskich Mam

Z inicjatywy Bogny, MonikiMarysi powstał portal poświęcony mamą z Trójmiasta. Te trzy kreatywne blogerki mają niesamowitą charyzmę i głowy pełne pomysłów, które ciągle starają się urzeczywistniać. Ich ostatnim dzieckiem jest portal trójmiejskiemamy.pl
Zgłoszeń na pierwsze spotkanie trójmiejskich mam było mnóstwo, udało mi się znaleźć w gronie szczęśliwców, którzy otrzymali zaproszenie na event.





Niewiele niestety mogę na temat spotkania powiedzieć...
Chciałam uczestniczyć w każdej przygotowywanej prezentacji, w każdym pokazie.
Pragnęłam, żeby Misia uczestniczyła w zabawach umuzykalniających, integrowała się z dziećmi, odpoczęła od mamy.
Nie wyszło...
Spotkanie było zorganizowane w trakcie drzemki Miśki. Bąbel z początku co prawda bawił się w kąciku przygotowanym przez IKEA. Biegała z Panem Brokułem i Panią Marchewką uparcie uciekała wciąż do sali, w której być nie powinna. Drzwi szeroko otwarte wołały ' chodź, chodź, pobaw się tutaj, potrzaskaj nami', nie mogła się oprzeć i ze śmiechem na ustach biegła do pomieszczenia gdzie za chwilę miały odbyć się zajęcia umuzykalniające.
Chłopakom podbierała z toru wyścigowego lokomotywę, po to by z uroczym, łobuzerskim uśmieszkiem i okrzykiem brum, brum uciec przed goniącym ją kolegą i skryć się u mamy. Nie spodziewała się, że mamuśka będzie kazała oddać zdobyczny pojazd.



Pani Marchewka, nieodłączny towarzysz w domu. Mimo większego rozmiaru (Emilia ma tą małą wersję) targała ją ze sobą wszędzie :D


Tu widzicie te kuszące drzwi i stół uginający się od smakołyków :)

Wszystko co działo się podczas spotkania fotografowała Subobiektywna. Pani Agnieszka z wyczuciem łapie ulotne chwile aparatem. Musi mieć nie lada kondycję, sporo nabiegała się za rozbieganymi dziećmi.
Udało Nam się nawet załapać na jedno zdjęcie. Emilii w pewnym momencie wydawało się, że osoba schowana za aparatem to mama (często zakrywam twarz aparatem ;)) i pozowała Pani fotograf, w chwili kiedy próbowałam zrobić Jej zdjęcie kucając obok. Gdy zorientowała się, że to nie ja ochoczo zerkała w obiektyw. Rośnie mi mała modelka ;)
Chciałam Wam pokazać kilka zdjęć robionych przez Panią fotograf, ale czekam na nie od czwartku i do tej pory nie otrzymałam. Tak bardzo chcę się z Wami podzielić wrażeniami ze spotkania, że wystawiam posta dzisiaj, bez zdjęć. Na facebooku Subobiektywnej możecie popatrzeć jak wyglądał meeting. Ja cykałam niewiele, większość wyszła rozmazana, ale mimo wszystko wstawię kilka :)

Tu mały pokaz tego co Subobiektywna czaruje :)



Zaczęło się od zajęć umuzykalniających prowadzonych przez Hopla!.
Miśka, z lekka rozkojarzona, z chęcią tupała w takt piosenki "Głowa, ramiona, kolana, pięty".
Kiedy Pani rozdawała instrumenty Brzdącom Emilia dzielnie podeszła by pochwycić 1/2 cymbałków i przybiegła do mnie zadowolona z pałeczką. Byłam dumna :) Stukałyśmy instrumentem o drewnianego klocka i na tym koniec...Niunia wsadziła rękę w mój dekolt, zaczęła się wiercić, stękać i trzeba było szukać zacisznego miejsca dla nas. Pomogła nam Bogna, przesympatyczna dziewczyna. Organizatorka spotkania i prowadząca bloga Bebe & co, mama dwóch przystojniaków.
Mimo wszystko półtora roku to trochę za mało na tego typu zajęcia. Wiem, że Hopla! organizuje spotkania dla Bąbli w wieku 6 do 18 miesięcy, ale tu przygotowali się bardziej na dzieci 2,5- do 3,5-letnie. Emilka nie potrafiła śpiewać z innymi dziećmi, nie angażowała się w zabawę, ale wszystko przed nami, jeszcze przyjdzie czas, że zaśpiewa każdą piosenkę.

Po zabawie przyszedł czas na poczęstunek i pierwszą prezentację. Uwielbiamy mleko roślinne (zaczęłyśmy pić,kiedy okazało się, że Emilia jest uczulona na nabiał, ale zasmakowałyśmy w nim obydwie :)). Z chęcią napiłyśmy się więc pysznego koktajlu z mleka słonecznikowego, surowej czekolady i banana, który przygotowała dla nas firma Sunra. Emilia i inne dzieci wypiły napoje ze smakiem. Byłam w szoku, że wszystkie dzieciaczki zasmakowały w surowiźnie, mamy również wyglądały na zachwycone trunkiem.
Zgłodniałe dzieci to niegrzeczne dzieci. Jak dobrze, że organizatorki pomyślały o wszystkim i na stole pojawiły się również przekąski. Ciasteczka w trzech smakach i ciasto drożdżowe kusiły dzieci, którym burczało w brzuszkach po wyczerpującej zabawie. Ale Ciacho Cafe zachwyciły smakiem idealnie wypieczonych słodkości. W ciasteczkach znaleźliśmy orzeszki ziemne, pestki słonecznika, żurawinę, czekoladę i masę innych, zdrowych pyszności. Mniam, na samą myśl aż ślinka mi cieknie ;) Warto wspomnieć, że ceny mają przystępne, będąc w Gdańsku Zaspie z pewnością zahaczymy o przytulną kawiarenkę.

Podczas prezentacji marki Monchou udało mi się zainteresować Emilię zabawkami, które wzięłam z domu, zależało mi na posłuchaniu projektantek tej wspaniałej mody dziecięcej. Byłam tak mocno zaaferowana wypowiedzią Pani Musielewicz, która opowiadała o powstawaniu marki, że nie zwróciłam uwagi kiedy Digusiątko zgubiło swoją żabę i chomika z LPS i leżą gdzieś samotnie w strefie StartUP bądź trafiły do nowego domu...

Na zdjęciu zagubiona żabka, ktokolwiek widział, ktokolwiek wie? ;)

Na koniec otrzymaliśmy drobne upominki od AP Edukacja, pomarańczowy kubek, długopis (przydasie :)) i zniżka na kurs fotografii, nad którym się mocno zastanawiam...

Nie udało mi się uczestniczyć w warsztatach fotografii i pokazie DIY przygotowanym przez Emilkę z E for Event, na których mi zależało. W trakcie mini kursu Miśka spała mi na rękach, natomiast kiedy zaczynał się pokaz dekorowania stołu Bąbel się obudził. A, że drzemka trwała stanowczo za krótko, była marudna. Spakowałyśmy manatki i uciekłyśmy po cichutku do domu, tak by nikomu nie przeszkadzać.

Dzięki spotkaniu zdałam sobie sprawę z tego, że za mało przebywa wśród dzieci. Latem sporo czasu przebywaliśmy na placu, gdzie Emilia miała swoją koleżankę Kalinkę, ale kiedy przyszła jesień towarzystwo na placyku się rozsypało i od tamtej pory Miśka nie miała za wiele kontaktu z Kurduplastymi. Zwalam też winę na wyżynającą się ostatnią trójkę (dzisiaj już się pojawiła, hurra!), no i na tę nieszczęsną drzemkową porę. Może warto by było, żeby spotkania zaczynały się godzinkę wcześniej, kiedy Bobasy są wyspane, gotowe na szaleństwa, pełne niespożytej energii do zabawy i kończyły ze 2 godzinki wcześniej tak aby dzieciaczki korzystające jeszcze z popołudniowej drzemki mogły w spokoju dotrwać do końca...
Mimo wszystko spotkanie uważam za udane. Było mnóstwo sympatycznych mamusiek, każdy nawzajem sobie pomagał. Były rozmowy, były śmichy hihy. Była dobra, pozytywna energia. Było skupienie i czas na zabawę.
Dziękuję, BYŁO SUPER!

4 komentarze:

  1. Z Twojego bloga dowiaduję się o tylu konkretnych wspaniałościach!! Dziekuje Ci za to bo takich informacji-tak fajnie przedstawionych-mnie na przyklad-brakuje..a niby wszystlo mozna w internecie znalezc...moze przeprowadz sie do Poznania i bądz poznanska reporterka naszych mam!:)pozdrawiam Asiu serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, zawijam kiecę i lecę ;)
      Dziękuję Ci za miłe słowa, wiele dla mnie znaczą. Miło mi, że się Tobie u mnie podoba.
      Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  2. To musiało być wspaniałe spotkanie, z chęcią też bym na takie wybrała się z Edziem : )
    Odkąd przyszła jesień synek również coraz mniej przebywa z dziećmi. Jakoś mamuśki z piaskownicy się pochowały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie jesienią trzeba kombinować, żeby w domu z dzieckiem nie zgnić ;)
      Może Tobie też się uda, wystarczy obserwować profil Trójmiejskich Mam na fb, spotkania mają się ponoć odbywać co tydzień.

      Usuń

Dziękuję po stokroć za każdy jeden komentarz :)
Dzięki Wam mam chęć tworzyć to miejsce!