poniedziałek, 2 grudnia 2013

Akogo?

Dzisiejszy post planowałam napisać o czym innym, ale...
...zanim opowiem Wam o wyprawie do Teatru.
Zanim odpowiem na kilka pytań.
Zanim wyjawię Wam siedem faktów o sobie.
Muszę napisać Wam o czymś bardzo ważnym!

Kiedy moja mama poprosiła o prędkie wykonanie fotografii Jej nowej pracy, tylko nieodpowiednie światło przeszkodziło mi w szybkim zrobieniu sesji tej pięknej lalce.



Dochód ze sprzedaży Pani Róży idzie na szczytny cel, co prawda bierze też przy okazji udział w konkursie, ale to myśl o chorych dzieciach kierowała tym razem mamy igłą.
Różyczka szyła się szybko i z ogromną przyjemnością. Podczas pracy nad Nią ogarniało mamę uczucie, że robi coś dobrego.
Znacie je?
To wspaniałe móc pomagać tym, którzy tej pomocy bardzo potrzebują.
Wtedy wszystko co robimy przychodzi łatwiej.
To tak jakby popychała Nas do tego jakaś magiczna siła.
Chęć pomocy była silna. Tak bardzo, że z łatwością przychodziło doszywanie kolejnego koralika, palcom nie przeszkadzało dociskanie igły, a szydełkowanie pantofelków zajęło sekundę.
Medardce zależało by lalka jak najprędzej mogła stanąć w szeregu maskotek, z których dochód przeznaczony będzie na pomoc dla śpiących Bąbli.
Inicjatywa jest wspaniała, warto przyjrzeć Jej się bardziej, zachęcam gorąco do uczestnictwa.



Czy słyszeliście o fundacji Akogo?
Jeśli nie, to przeczytajcie proszę, do końca.

W 2000 roku, 3 miesiące po śmierci taty, córka Ewy Błaszczyk-Janczarskiej zakrztusiła się podczas popijania wodą tabletki.
Okazało się, że podczas zakrztuszenia płyn zalał płuca 6-letniej Oli, po czym zapadła w śpiączkę.
W "stanie snu" trwa do dzisiaj. Mieszka w domu, gdzie opiekuje się Nią mama oraz siostra bliźniaczka.
Pani Ewa, nauczona przez życie, postanowiła rozpowszechniać informacje na temat tego jak pomóc dziecku w odkrztuszaniu, dzięki czemu więcej Maluchów ma szansę na uniknięcie tragedii.
Dwa lata później, wraz z księdzem Wojtkiem Drozdowiczem, założyła fundację Akogo?.
Fundacja jako cel stawia sobie pomaganie dzieciom będącym po ciężkich urazach.
W tych trudnych chwilach rodzicom pomaga sztab psychologów.
Aktorka otwiera oczy na problem braku odpowiednich placówek dla dzieci w śpiączce, dlatego planuje otworzyć ich w kraju więcej.

Czasami tak niewiele trzeba, żeby doszło do tragedii, wystarczy, że zachłyśniemy się łykiem wody, zakrztusimy bułką i już możemy się nie obudzić...
Co gorsza może się to przytrafić Naszemu dziecku.
Kiedy tragedia dotyka malucha ból jest najbardziej dotkliwy...
Rozmawialiśmy dziś na ten temat z mężem.
Ciężko Nam sobie wyobrazić jak byśmy zachowywali się, kiedy dochodzi do takiej sytuacji...to jedne z tych tematów, o których ciężko się rozmawia.
Doszliśmy do jednego, bardzo istotnego wniosku.
Z pewnością opiekowalibyśmy się córką do końca Naszych dni.
Szukalibyśmy pomocy wszędzie i na pewno kroki poniosłyby nas do kliniki Budzik.
Zdajemy sobie sprawę z tego, że w takich momentach nie trudno o załamanie się, ale nadzieję trzeba mieć zawsze...



Czy zdawaliście sobie sprawę z tego, że osoby w śpiączce pozostają w świadomości?
Że człowiek będący w komie wyraża swoje uczucia?
Że potrafi się głośno śmiać?
Że ma zmienne nastroje?
Że reaguje na różne osoby?
Czy pozostawilibyście bliskiego w śpiączce mając świadomość, że zawsze jest nadzieja na przebudzenie?
Przebudzenie po 13 latach byłoby cudem, ale Ewa Błaszczyk-Janczarska nadziei nie traci już od 13 lat.

"Budzik to coś, co Ola zostawia innym w testamencie. Coś, co zostawia za sobą, dzięki czemu ktoś dostanie drugą szansę. Ja również nie jestem pozbawiona nadziei. Wierzę, że jest niebieski reżyser, który nad tym wszystkim czuwa. Poza tym, jak bez nadziei wstać rano z łóżka. Po co?"

Kiedy myślę o tej kobiecie, która niewątpliwie jest wspaniałym i silnym człowiekiem, mimowolnie uśmiecham się pod nosem i podziwiam za to, że tragedię potrafiła przekuć w ideę pomocy tym, którzy zasnęli i marzą by powrócić do rzeczywistości.

Wszystkie schematy, które pokazują w jaki sposób pomóc dziecku, kiedy się krztusi znajdziecie TU. Warto się z nimi zapoznać.
Jednocześnie życzę Wam, żeby ta wiedza nigdy się nie przydała...

Niewielkim nakładem finansowym możecie wspomóc fundację.
Może akurat szukacie prezentu dla kogoś bliskiego i spodoba się Wam coś ze sklepiku fundacji?
Albo macie ochotę aby na Waszej półce stała jedna z tych pięknych, ręcznie robionych lal?
A może zwyczajnie chcecie przesłać trochę pieniędzy dla fundacji, która zbiera na nowe placówki oraz utrzymanie obecnej kliniki?

Serdecznie Was zapraszam do pomocy, WARTO POMAGAĆ!

8 komentarzy:

  1. Fajnie, że poruszyłaś taki temat. Zawsze warto poznać techniki ratujące życie.

    A lalka twojej mamy wyszła cudnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Heniu.
    Pisząc tego posta nie spodziewałam się, że tak prędko przyda mi się ta wiedza. Dzisiaj piekłyśmy z Miśką ciasto marchewkowe. Mała miała smaka na migdał, kawałek utknął Jej w gardle i nie obyło się bez uciskania nadbrzusza. Do tej pory ręce mi dygocą.

    Dziękuję, mama się starała, żeby wyszła jak najlepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. współczuję Asiu,
      całe szczęście byłaś przygotowana teoretycznie i nic złego się nie stało

      Usuń
    2. Dziękuję.
      Tak, córka uratowana :)

      Usuń
  3. Po programie o kolejnym dziecku obudzonym w tej klinice,uświadomiłam sobie jakie mam braki w wiedzy o pierwszej pomocy..a to takie ważne,gdy ma się dziecko..takie kursy powinny być obowiązkowe dla młodych rodziców..sama taki zrobię w najbliższym czasie.Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, już dwoje dzieci się obudziło, a klinika działa od 2012 roku. Kiedy czytałam o tych dzieciach, którym się udało, czułam radość jakby to dotyczyło moich znajomych. Bardzo się cieszę, że jest takie miejsce w Polsce i oby udało się otworzyć ich więcej.

      Ja miałam pierwszą pomoc w liceum, ale wtedy nie przywiązywałam wagi do tego, żeby nauczyć się jak ratować dziecko. Dziś, gdy jestem mamą, jest dla mnie ważne, żeby wiedzieć jak działać w razie czego.
      Faktycznie przydałoby się, żeby rodzice mieli kursy pp.

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. Ciężki temat, ciężko jako Matce mi się o tym czyta...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz jak mi miło, że mnie tu odwiedziłaś :)

      Zdaję sobie z tego sprawę.
      Przeczytałam wiele artykułów na ten temat, żeby móc się o tym wypowiedzieć. Pomimo tego, że trudno o takich spawach się czyta, to, w moim odczuciu, bardzo istotne by o tym mówić/pisać i uświadamiać jak najszersze grono osób.

      Usuń

Dziękuję po stokroć za każdy jeden komentarz :)
Dzięki Wam mam chęć tworzyć to miejsce!