sobota, 8 lutego 2014

Cip, cip, cip mój ptaszku kochany! Czyli post o miłości do przytulanek...+zdjęcia Morza Bałtyckiego zimą :)

Córa moja ukochała sobie kilka zabawek, ale najważniejszą, najlepszą, najukochańszą przytulanką jest CIP.
Przedstawiam Wam wspaniałego przyjaciela Emilki.

Cip zażywa kąpieli w umywalce, po tym jak Emilia, postanowiła podczas malowania farbami, pomalować przyjaciela.



Cip został kupiony jeszcze zanim Digusiątko pojawiło się na świecie.
Był ciepły, słoneczny dzień, mamuśka wyruszyła na sklepowe łowy.
Ten uroczy, żółty jak słońce ptaszek prosił bym wzięła go ze sobą.



To nie była miłość od pierwszego spojrzenia. Cip zdążył zakurzyć się położony w łóżeczku (kiedy jeszcze Miśka w nim spała...), przytulał się do innych porzuconych zabawek w pudle, walał się po podłodze. Dopóki któregoś dnia tatuś, podczas wieczornych harców córci, nie wziął do ręki zwierzaka i nie zaczął 'cipać'.
Jak to wygląda, zapytacie?
Ano tatuś udaje kurkę dziobiącą ziarnka, wydając przy tym, ku uciesze córki, ciche, dźwięczne 'cip, cip, cip'.
Emilka, chwilę wcześniej, pełna energii, bez przejawów chęci do spania.
Później, z uśmiechem na ustach, patrzyła na Cipa dziobiącego jej nóżkę - zahipnotyzowana.
Od tej pory Cip 'cipał' co noc.
Ukochana maskotka - towarzysz każdego spaceru, kąpieli, obiadu...nawet siku robi na swoim małym nocniku...

Wczoraj o mało nie zginął.
Byłyśmy karmić ptaki na bulwarze (głównie mewy tam krążą, gołębie obawiają się wchodzić im w drogę).
Emilia z zachwytem obserwowała karmione skrzydlate zwierzaki, mama korzystała cykając fotki...podeszły dwie Panie chcąc skorzystać z mojej wolnej ręki. Jedną trzymając córkę, drugą robiłam zdjęcie turystkom. Nagle Miśka, strapionym głosem jęła wołać "Cipek, Cipek...". Jak się domyślacie, Cipek spadł z falochronu.
Adrenalina.
Coś Ty córko narobiła?
Szybko, szybko, co tu robić?
Małej z kimś obcym nie zostawię by na dół schodzić, mowy nie ma...
Prosić kogoś by zszedł? Niezręcznie...
Na szczęście zadzwoniłam do cioci Kini, która była jeszcze w domu zanim wyruszyłyśmy spacerować.
Za 20 min ciocia uratowała najlepszego przyjaciela swojej siostrzenicy!
Emilia uradowana nakarmiła zwierzaka owocowym batonikiem, napoiła ciepłą herbatką i uśmiechnięte wróciłyśmy w komplecie do domu.
Cudowną mam siostrę, mówię Wam! :)

Zapraszam Was na krótki spacer po mroźnym bulwarze nadmorskim w Gdyni :)











Akcja ratunkowa:




Widok na Sea Towers:


14 komentarzy:

  1. Straszna historia, nie wyobrażam sobie co by było, gdyby Edek zgubił swojego ulubionego królika, dobrze, że kaczuszkę udało się uratować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heniu, My też się cieszymy :) Emilia ma jeszcze kilka pluszaków, z którymi wychodzi na spacery, jada, robi siusiu czy się myje i za każdym z nich by tęskniła, ale Cip mimo wszystko jest najważniejszy :)

      Usuń
  2. Ależ historia!a jakie zakończenie!cudowny ratunek,cudowny Cip,cudowna Siostra!:)pozdrawiam Was ciepło,mimo,że widoki u Was do pozazdroszczenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aniu i macham do Ciebie również na pozdrowienie :)
      A ciocia? Tak , mam naprawdę szczęście i wyjątkowe, dwie siostry :)

      Usuń
  3. Pięknie u Was. Tych widoków zazdraszczam i cieszę się, że cip uratowany :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuje Marzenko :) Zapraszam, wpadaj do Gdyni ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobrze, że cała akcja zakończyła się pozytywnie :)
    Fajnie, jak dziecko ma swoją ulubiona zabawkę, z którą wszystko robi. Laura co chwilę zmienia swojego "ulubieńca".
    Jeszcze się załapałyście na mroźny spacerek :) Podejrzewam, że już tego śniegu nie ma po wczorajszym słoneczku.
    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emilka zawsze nosi ze sobą mnóstwo zabawek, ale Cip, niezaprzeczalnie jest najważniejszym z nich i to już od dłuższego czasu :)
      Tak, udało Nam się załapać :) Ale jeszcze w następnym poście zimą wszystkich pomęczę, bo muszę się pochwalić Miśki zimowym kombinezonem ;)

      Usuń
  6. raz byłam w Gdyni i baaardzo mi się podobało !!!!chętnie jeszcze raz odwiedziłabym toi miasto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkam tu od urodzenia, jestem mocno związana z tym miastem :)
      Jeśli uda Ci się i zawitasz w moje strony koniecznie daj znać :)

      Usuń
  7. Ojej, ale mrożąca krew w żyłach historia. Ufff dobrze, że Cipek uratowny! Dobrze, że go mewy nie porwały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet przeszło mi to przez myśl, kiedy czekałam na siostrę. Na szczęście ptaki nie były nim zainteresowane ;)

      Usuń
  8. Droga Asiu!
    Masz chyba problem z czytaniem ze zrozumieniem.
    Ktoś mnie poinformował o Twoim komentarzu u Mamy Kangurzycy, który jest kompletnym stekiem bzdur.
    Nic kompletnie nie pisałam nt. spania z dzieckiem, a na dodatek we własnym poście napisałam, że sama śpię z dziećmi, gdy są chore. Nikomu nie zabraniam spania z dziećmi, każdy robi co lubi i co chce. Mój post dotyczył jednej z metod nauki samodzielnego usypiania dzieci a nie odzwyczajania od spania z rodzicami.
    Niektórym brak dystansu do siebie i chyba czytają co chcą, a nie to co jest napisane.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. SuperMamo,
      tekst: ''Jesli Twój mózg nie zamienił się jeszcze w kupkę niemowlęcia i nie zaczęłaś go wydalać, a nadal jesteś kobietą potrzebującą snu, aby w dzień całkowicie oddać się poświęcaniu dzieciom z radością i energią - *zapraszam.*'' jednoznacznie wskazuje, że matki nie zainteresowane 'tresowaniem dzieci', przeciwne opisywanej przez Ciebie metodzie, są, delikatnie mówiąc, pozbawione mózgu.
      Nie było moim zamiarem się z Tobą kłócić.
      Nie mam Ci za złe, że propagujesz tą metodę, nie mnie oceniać innych.
      Nie obraża mnie to, że masz całkiem odmiennym pogląd, każdy robi jak uważa za słuszne.
      Nie przeszkadza mi, że tą metodę opisujesz na blogu, to Twoje miejsce w sieci.
      Ale mierzi mnie, że oceniasz tych, którzy mają inne metody na wychowanie.
      Pozdrawiam!

      Usuń

Dziękuję po stokroć za każdy jeden komentarz :)
Dzięki Wam mam chęć tworzyć to miejsce!