wtorek, 19 sierpnia 2014

Czerwone ciasto



Upieczenie tego ciasta nie było przypadkowe. Z jego zrobieniem wiąże się masa rzeczy, a zaczęło się tak...

Kiedy mama Dzidziulki pokazała na blogu jagodzianki ślinka mi pociekła, bo na śmierć zapomniałam, że przecież sezon na jagody trwał w najlepsze, a ja nie zasmakowałam swoich ukochanych jagód. To też, kiedy tylko przepis został podstawiony mi pod nos planowałam wybrać się na działkę do dziadków po owoce. W myślach już zajadałam te pyszne, ociekające lukrem bułeczki. Czułam już ich słodki zapach i miałam wrażenie, że ich sok cudownie oblepia mi ręce.
Jakie było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że na działkę nie pojedziemy. Dodatkowo dzwoniąc do babcie dowiedziałam się, ze w tym roku krzaczki z jagodami zostały zastąpione borówkami.
Nie zrażona postanowiłam następnego dnia wyruszyć do warzywniaka po sprężyste jagódki. Z uśmiechem wróciłam do domu z planem na robienie moich wyczekanych pyszności, ale (no właśnie, ja zawsze wynajdę jakieś 'ale') nie znalazłam na nie czasu. To zabawa konikami, tu trzeba pranie wstawić, tu dziecko chcę się umyć, tu wypadałoby wyjść na spacer.
Później był wyjazd na wieś. Po przyjeździe zaplanowałam sobie "Tak, teraz, poniedziałek należy do mnie i jagodzianek". Jednak w niedzielę z jagód postanowiła skorzystać moja mama...nie ostała się ani jedna malutka, malusieńka granatowa kulka. I wiecie co? Zabrakło ich u mnie w sklepie! Nie było, nie ma i nie będzie, oznajmiła Pani ekspedientka. Dlaczego? Why? Czy w tym roku nie dane mi będzie zasmakować tych owocowych rozkoszy?
Kiedy zrezygnowana już nie myślałam o ich pieczeniu zadzwoniła babcia, mówiąc, że zostały Jej jeszcze dwa wiaderka wypełnione porzeczkami, borówkami, malinami i garstką jeżyn. Pomyślałam, że skorzystam z innych owoców i to ich sok skapywał będzie na moją brodę. Przyszła kolej na ich robienie. Wzięłam ostatni kawałek drożdży (30g, tak jak w przepisie na blogu Asi), roztarłam z cukrem, zalałam mlekiem, przykryłam ścierką i z radością oznajmiłam mężowi, że lecimy na spacer, bo drożdże muszą wyrosnąć. Kiedy my beztrosko spacerowaliśmy okazało się, że mój zaczyn postanowił uciec i kwas szlag wziął.
Trzy godziny później w piekarniku siedziała tarta z czerwonymi owocami, a ja. Ja utwierdziłam się w przekonaniu, że nienawidzę planować, bo nigdy mi nic z tych planów nie wychodzi i jedynie nerwy tracę.




Przepis na tartę mam sprawdzony, korzystam z niego zawsze, ilekroć najdzie mnie na nią ochota. Pochodzi od Pani Doroty, z moich wypieków i znajdziecie go TU.
Sam spód jest przepyszny, króchutki, mocno maślany, lekko słonawy, taki jak lubię. Wrzucamy na górę co tylko chcemy; owoce czerwone, fioletowe, żółte, jakie tylko dusza zapragnie. Byleby je w cukrze pudrze obtoczyć. Ja swoją tartę na koniec zalałam jagodową galaretką. Mało widoczna się zrobiła, niestety bokami gdzieś poleciała do formy.
Jak dla mnie tarta wyszła pysznie, wyraźnie czułam smak kwaśnych porzeczek, malin i borówek z lekka oblepionych słodyczą lukru i galaretki. Dzięki takim połączeniom smakowym nie było ani za słodko, ani za kwaśno - w sam raz.

Składniki na kruche ciasto:

130 g masła o temperaturze pokojowej
pół łyżeczki soli
35 ml mleka o temperaturze pokojowej
175 g mąki
pół łyżeczki cukru pudru
1 żółtko

Wszystkie składniki na ciacho zagnieść. Ciasto owinąć w folię i schłodzić w lodówce przez co najmniej 2 godziny.
Formę na tartę o średnicy 25 cm posmarować masłem i oprószyć mąką (ja używałam sylikonowej formy, ten krok pominęłam). Schłodzone ciasto rozwałkować na grubość 3 mm i wyłożyć nim formę, nakłuć widelcem.
Nagrzać piekarnik do 220ºC.
Owoce przebrać, dokładnie wymieszać z cukrem (i opcjonalnie - oprószyć mąką ziemniaczaną, jeśli korzystamy z jagód, ponoć dzięki mniejsze ryzyko zabrudzenia ciuchów), rozłożyć na cieście.
Obniżyć temperaturę piekarnika do 200ºC, wstawić ciasto i piec 30 minut.
Po wystudzeniu obsypać cukrem pudrem, zalać galaretką, czekoladą, syropem, bitą śmietaną, czymkolwiek zechcecie pobudzić kubki smakowe ;)
Smacznego!



9 komentarzy:

  1. oooo a ja dobrego przepisu na tartę nie mam, tzn. nie miałam, bo już mam, ale wypróbuję już pewnie nie w tym tygodniu ;) :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, bardzo się cieszę, że przepis Ci się przyda :)
      Mam nadzieję, że w tym tygodniu nie znajdziesz na nie czasu ;)

      Usuń
  2. O rety jakie cudo ... prawie się uśliniłam he he ;) tym bardziej, że ja jeszcze przed śniadaniem dzisiaj ... .oj muszę koniecznie wypróbować póki są jeszcze owoce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!:)
      Daj znać Maju, jeśli znajdziesz na pieczenie chwilkę :)

      Usuń
  3. po pracy na weselach mam po kokardę ciast ale nawet teraz naszła mnie ochota :) ukochaj Gdynię ode mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och Madziu, miło mi to czytać :)
      Pewnie, że ukocham! :)

      Usuń
  4. wyglada niesamowicie, aż chce się spróbować :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję po stokroć za każdy jeden komentarz :)
Dzięki Wam mam chęć tworzyć to miejsce!