wtorek, 20 stycznia 2015

W toku zmian + zimowych zdjęć cz. 2



Budzi się dzień, leniwie wstaje słońce. Jest tak zimno, że kogut nie wystawia dzioba poza kurnik, brakuje porannego piania. Na zewnątrz panuje spokój, jak makiem zasiał. Słyszę tylko oddechy moich dwóch Serc.
Siadam na łóżku, otulam się ciaśniej kocem i myślę. A mam o czym...

W naszym życiu sporo się ostatnio dzieje. Zmiany dotyczą nas wszystkich; mnie, męża, córki, a nie pomylę się, jeśli napiszę, że i moi rodzice przeżywają je z nami.
Zacznę od początku i opowiem Wam, jak wyglądało nasze dotychczasowe życie...

Odkąd urodziła się nasza córka mieszkamy z moimi rodzicami. Dobrze nam tu, zwłaszcza, że spędziłam w tym miejscu całe moje życie. Mamy spory pokoik, mieścimy się tu we trójkę.
Mimo dobrych relacji z rodzicami nie czuję się do końca swobodnie. Coraz częściej zdarzało się, że łapałam się na myśli 'ja zrobiłabym to inaczej'. Nie wtryniałam się nigdy w sprawy domowe, nie wypada bym mówiła rodzicom co ja bym chciała. Nie wyobrażam sobie narzucania im swojego trybu życia, a z pewnością różnimy się poglądami na kilka spraw.
W związku z tym, kiedy w grudniu otrzymaliśmy możliwość wynajęcia mieszkania w okazyjnej cenie nikt nie musiał nas namawiać.

Przeprowadzka jednak okazała się nie należeć do spraw łatwych i przyjemnych.
Tak mnóstwo wspomnień przywodzi to mieszkanie...kiedy przychodzi czas na pakowanie naszych manatek, czuję ucisk w okolicy klatki piersiowej. Wiąże mi się gardło, gdy pomalutku chowam swoje stare przedmioty. Sytuacja za każdym razem się powtarza.
Nie łatwo żegnać się z miejscem, które przesiąknięte jest duchem czasu, w którym spędziłam całe dotychczasowe życie, z którym tak wiele mnie wiąże.
Mimo, że cieszę się na zmianę i długo wyczekiwałam bycia na swoim, zostawiam kawał siebie w mieszkaniu rodziców.
Każdy kąt tego mieszkania ma swoją historię.
Jest pokój, w którym z dwójką mojego rodzeństwa mieszkaliśmy od małego.
Kuchnia, niedawno wyremontowana, królestwo mojej mamy. Odmieniona po tym jak 8 lat temu niefortunnie uległa nadpaleniu (z mojej winy, myślenie o niebieskich migdałach czasami bywa zgubne). Potrafię wymienić każdy szczegół poprzedniego jej wyglądu.
Najmniejszy pokój - rodziców, to tu najlepiej odrabiało się lekcje, spędzało wieczory na kanapie czy przychodziło, by wypłakać się mamie.
Największy, gdzie jeszcze 12 lat temu mieszkali dziadkowie, do których zachodziłam wieczorem na drugą kolację (nic nie poradzę, że od małego uwielbiałam jeść), na partyjkę tysiąca w kości albo zwyczajnie posiedzieć i popatrzeć w żółty, zadymiony sufit, w którym dopatrywałam się zawsze ciekawych kształtów.
Gdy mam chwilę na wspominki i myśli me błądzą do tamtych czasów, oczami wyobraźni widzę ogromną szafę (która teraz, kiedy stoję obok mebli jej wielkości, taka duża mi się nie wydaje), na której chowałam się, gdy bawiliśmy się w chowanego, dwupiętrowe łóżko, na którym spałam razem ze starszym bratem (bywały noce, kiedy brat schodził na dół się przytulić, zawsze ze swoim misiem). Widzę stare szafki w pokoju rodziców, których zawartość niezwykle mnie intrygowała, drewniane klepki na ścianach kuchni, które uważałam za obrzydliwe, a teraz z chęcią widziałabym je w wymarzonym wiejskim domku. Mam wrażenie, jakbym wczoraj ściągała z bratem wałki z rogówki, by na nich pozjeżdżać, jakbyśmy wczoraj z siostrą kąpały się razem z tuzinem lalek Barbie, jakby wczoraj babcia, z barku, po cichaczu dawała nam słodkości, jak gdybym wczoraj bała się zejść do piwnicy.
Tak wiele zakamarków mam do pożegnania.
Jak to dobrze, że zawsze będę mogła tam wrócić.
Na szczęście wspomnienia wyprowadzają się ze mną, zawsze będę mogła powrócić do tych miejsc gdy zatęsknię.

Otwieram oczy i jestem nadal na wsi, jak to dobrze, że mogę choć chwilę zapomnieć o przeprowadzce, która miesza moje uczucia. Budzę moje Robaczki. W spokoju zjadamy śniadanie i lecimy na dwór. Kładę się na śniegu, zbieram go na dłonie licząc, że uda mi się zebrać te lśniące drobinki, zapominam o troskach.























Kochani,
tak jak obiecałam pokazuję Wam drugą część zdjęć na blogu. Powyższe zdjęcia, od tych z poprzedniego posta, znacząco się różnią. Jako tło mają wspaniałe, zachodzące słońce, które fenomenalnie oświetliło nieboskłon. Kiedy tylko ujrzałam przez okno w babcinym pokoju tę feerię barw natychmiast zebrałam moje Robaczki i zarządziłam wypad na podwórko.
Jest mi ogromnie miło, jeśli znowu dotrwaliście do końca :)

Biorąc pod uwagę moją wyprowadzkę i całkowitą zmianę w organizacji czasu, nie jestem w stanie Wam powiedzieć, kiedy, jak, czy ile postów będę wystawiała...być może nie znajdę czasu na bloga, choć bardzo bym chciała, bo nieco uzależniłam się od przelewania tutaj moich myśli i uczuć.
Z wieloma osobami, które poznałam dzięki blogowaniu jestem zżyta emocjonalnie, pomimo tego, że w rzeczywistym życiu zdołałam poznać jedynie kochaną, uśmiechniętą Henię i radosnego Edka.
Uwielbiam wspaniałą Anię z Caramel&White, za inspirujące cuda, którymi dzieli się na blogu i za wrażliwość na piękno,
będę myślała o Ramii z Tanie Wychowanie, o Jej uroczej Jaśmince, o tym, że tak wiele nas łączy,
z pewnością nie zapomnę o sympatycznej i kreatywnej Mai z dzieciusiowo.pl,
będę wspominać Orzeszkovą z Orzeszkova, bo to ciepła i życzliwa osoba ze wspaniałym spojrzeniem na świat.
Mogłabym tu wymienić jeszcze wiele blogerek. Blogosfera przepełniona jest mnóstwem wspaniałych kobiet, tym bardziej jeśli nie uda mi się znaleźć na blogowanie czasu będzie mi ogromnie żal.

Nie chcę się z Wami żegnać, dlatego serdecznie Was wszystkich pozdrawiam i mam nadzieję, że prędko się 'zobaczymy' :*


14 komentarzy:

  1. Asia, odetchniecie, Wasze życie się zmieni, ale to zmiany na lepsze, na bardziej odpowiedzialne, takie Wasze, po Waszemu ;-) będzie ciężko na początku, ale dacie radę!
    a Rodzice zawsze będą wam do pomocy, zawsze Was przyjmą z otwartymi ramionami, a i niedzielna zupa będzie inaczej smakować:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję! Nawet nie wiesz jak potrzebne mi było tych kilka zdań :) Niby to oczywiste, ale nie dociera. Obecnie mam tak mieszane uczucia, że bardziej się chyba nie da...jeszcze kilka dni i zaczniemy tam sypiać. Domyślam się, że z początku będzie ciężko, mam nadzieję, że się opłaci i później będzie tylko lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Prawdziwe wzruszenie zafundowałaś mi do śniadania :). Opuszczenie rodzinnego domu i "odejście" od rodziców to jedna z trudniejszych decyzji. Pięknie opisane i pięknie pokazane. Na pewno wszystko się uporządkuje i niedługo do nas wrócicie z kolejnymi opowieściami i wzruszającymi kadrami. Ja chociaż daleko i chociaż nie mam czasu na pisanie (w tym tygodniu kolejna przeprowadzka) codziennie o Was myślę i zastanawiam się jak żyjecie. Pozdrawiam Was cieplutko z wietrznej Anglii :*.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystkiego dobrego,zawsze z wielką chęcią tutaj zaglądam.
    Mam nadzieję,że szybko powrócisz do "blogowania" i do nas wszystkich.
    Pozdrawiam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne wspomnienia i jestem pewna, że już wkrótce dopisywać będziecie nowe, równie cudne! Zmiany zawsze przerażają i to absolutnie normalne. Musisz spojrzeć na wszystko z szerszej perspektywy. Trzymam kciuki za szybki powrót do nas :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Ok...łza mi się zakręciła po pierwszym akapicie,bo jakbym siebie sprzed lat 6 czytała..ale końcówka!Jejku...ściskam Cię najmocniej jak mogę:*Kochana..powiem Ci,że jestem w moim rodzinnym mieszkaniu częściej niz ustawa przewiduje:D Że moja Mama jeszcze nie ma mnie dosc to cud:D ale ja nie mogę inaczej!Tato zmarł niedawno,a mieszkanie zrobiło się jeszcze większe..do tego stopnia tesknię,ze ostatnio wypucowałam moj stary pokoj,ktory caly czas stoi pusty..z tymi czterema ścianami ktore znaja kazda moją łzę i uśmiech...wypucowałam z wielką myślą,że swoją pracownię małą w nim zrobie:) ot widzisz!tak to jest! Nie smuć się więc,że coś PORZUCASZ..bo NIE DA SIĘ:D a Wy budujcie swoje od nowa.Stare kąty zawsze możesz z sentymentem odwiedzić:* a ja czekam na relacje z nowego miejsca!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Asiu wierzę, że przeprowadzka to nie jest prosta sprawa, szczególnie, że tak wiele wspomnień wiąże się z mieszkaniem rodziców, ale wierzę również, że wasz "nowy kąt" okażę się strzałem w dziesiątkę. Na początku może być cieżko, ale z czasem zobaczysz, że było warto :)
    Trzymam kciuki za Was :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Domyślam się jak Ci ciężko. To niełatwe - zmiany nigdy takie nie są ....ale dobrze, się stało.
    Nawet kiedy relacje z rodzicami są świetne - lepiej gdy jeden dom = jedna rodzina.
    I nie strasz wracaj tu szybko bo bardzo lubię Cię czytać - choć zawsze jestem ostatnia i gdzieś po czasie ( lepsza organizacja to moje noworoczne postanowienie ;) - zgłaszam postanowienie poprawy . Buziaki dla Was .

    OdpowiedzUsuń
  9. Wspomnienia to skarb, który nikt nam nie zabierze, mimo wszystko rodzinka powinna mieszkać osobno, takie jest życie i zobaczycie że będzie Wam lepiej, pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Asiu, Twój tekst + zdjęcia (niebo i sople!!!) sprawiły, że mam wilgotne oczy. Fajnie się czyta o takim dzieciństwie. Oby nasze małe Robaki też swoje tak pieknie wspominały. Czekam na posty!

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękne zdjęcia, a co do przeprowadzki trzymam kciuki i życzę powodzenia :)
    Też lubię tak wracać wspomnieniami wstecz :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pięknie uchwycona zima z perełką w na głownej scenie, ja od siebie polecam ekologiczne zabawki poznań - wiem troche nie na temat, lecz warto jest zapoznać się z tematem ekologicznych zabawek, które powinny zdominować nas piekny polski rynek i wyprzeć te chińskie podróbki, które tak na prawdę tylko trują nasze dzieci. Przyłącz się mamusiu i pomóż mi jak i wielu innym rodzicom rozpowszechnić temat ekologi w świecie zabawek, Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Swietne zdjecia! Niech Nasze pociechy beda Naszym oczkiem w głowie ! Zapraszam do Siebie i na moj wypas ! http://owczeprzygody.pl/wypas-owiec-jozefow/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję po stokroć za każdy jeden komentarz :)
Dzięki Wam mam chęć tworzyć to miejsce!